logo ZPAFF
 
rss facebook search
 
 

 

Bogdan Frymorgen

 

Wszystkiemu winne są pestycydy

18 października 2013
Wróć

Od lat jeżdżę z rodziną na Mazury - wieś Rogale, dziesięć kilometrów od Ełku. Mijamy miasto, wodociągową wieżę i dalej na Olsztyn. Tuż przed stacją benzynową skręcamy w prawo. Zdarza się że tankuje tam swego porsza Maryla Rodowicz. Nie znamy się osobiście, nie rozmawiamy. Parkujemy obok siebie samochody, płacimy i znikamy w różne strony. Ja na Grabnik, ona na Stare Juchy. A gdzie dalej?... nie wiem. Wiem, że w pewnym sensie jest częścią naszych Mazur, choć tylko przelotnie.



fot. Bogdan Frymorgen

W jeziorze, do którego przylepiona jest wieś, uczyły się pływać moje dzieci. Na ganku drewnianej chatki, gdzie co rano z przyjaciółmi zasiadamy do kawy, przyszło na świat wiele opowieści. Gadamy, jemy, pijemy i znowu gadamy. A jak mamy dość, zbiegamy po wyszczerbionych, betonowych schodkach, by nad woda udawać kormorany. Jest też czas na łowienie ryb i to, co lubię najbardziej: milczenie na pomoście z wędkami. Znamy się z przyjaciółmi od ogólniaka. Nie musimy przebierać w słowach w poszukiwaniu znaczeń. Wystarczy, że jesteśmy... że są Mazury. To nam pomaga. W ciągu tych ostatnich kilkunastu lat Rogale zmieniły się nie do poznania. Miastowi zaczęli wykupywać wiejskich, w chacie pojawił się telewizor, a ludzie zaczęli częściej biegać po pobliskich górkach. Nie dla zdrowia, lecz w maniakalnym poszukiwaniu telefonicznego sygnału. Przyszła nowa Era. Nawet bociany, które nad dachem schodzą do lądowania, wydają się teraz bardziej światowe. Kto wie, może przylatują ze Sztokholmu lub Helsinek, a nie jak kiedyś, z Maroka. W Rogalach muszę znaleźć czas na zdjęcia. Zacząłem ten cykl bardzo dawno temu. Pamiętam, że przycisnąłem na gaz zaraz po wejściu do Unii, kiedy wraz z dotacjami, do Polski zaczęły ściągać pestycydy. Czasu było niewiele. Kiedyś rogalskie łąki, gęste od dzikiej flory, przepychały się łokciami by trafić przed obiektyw. Wystarczyło nacisnąć migawkę, a na kliszy powstawał Chełmoński. Wszystko żyło pełną, niezaoraną piersią; trawy, polne kwiaty i zboża. Jak przyszła Unia, z tych krajobrazów zaczęła łuszczyć się farba. Trzeba to było jakoś ratować aparatem. Dziś nie ma już tamtych łąk. Zostały uczesane. Cieszę się, że zrobiłem im zdjęcie z rozwianą czupryną.



"Bokser", fot. Bogdan Frymorgen

Zmienili się też ludzie. Na szczęście na lepsze. Krzysiu, który popołudniami sypiał w rowach, od dawna nie pije. Mamy nowego sołtysa, a nocami nie kłusują już prądem. Miejscowi, być może zawstydzeni przez letników, bardziej dbają o domostwa i zagrody. Lepiej też traktują zwierzęta, bo kiedyś... kiedyś to była zgroza. Na jednej z prezentowanych tu fotografii jest mój stary przyjaciel, koń Bokser. `
To ja go tak nazwałem w myślach. Przypominał mi tego z Orwella, który, jeśli pamiętacie, padł z przepracowania. Wykończyli go w książce równiejsi. Życie na mazurskiej wsi to też nierówna walka.


     
fot. Bogdan Frymorgen

Zawsze chciałem zrobić Bokserowi zdjęcie. Ale nie jakieś tam, z kolana. Musiało być godne, sceneria musiała być godna, bo na nic innego Bokser nie zasługiwał. Był dostojny i piękny. Daje głowę, że duszę miał równie piękną, choć zdecydowanie końską. Któregoś dnia, wracając ze spaceru, zobaczyłem go w nowej roli. Stał na swej ulubionej łączce i pozował po pracy. Jakby wiedział, że skończy na zdjęciu. Gdy kilka lat później, mój szalony (w najlepszym słowa tego znaczeniu) wydawca z Niemiec chciał opublikować krótką retrospektywę mojej fotografii, musiał umieścić w niej zdjęcie rogalskiego konia. Uparłem się i dobrze. Boksera już nie ma, a książka zostanie. Wieś Rogale to bajka. Ale bez moich przyjaciół i wspomnień, byłaby tylko jednym z mazurskich zauroczeń. Raz w roku, no... może raz na dwa lata, zasiadamy tam wspólnie przy stole. Spożywamy złowioną w jeziorze rybę, przybijamy do krzyża zmartwienia, dyskutujemy, a jeśli trzeba, udajemy słupy soli. Turnus zaczynamy i kończymy w embrionalnym stanie młodzieńczej przyjaźni.
Po to tu przyjeżdżam, a zdjęcia są tylko dodatkiem do tej łaski. Może złożę je kiedyś w osobną opowieść.



fot. Bogdan Frymorgen

[Artykuł pochodzi z bloga Bogdana Frymorgena prowadzonego na potralu rfm24.pl]


autor - projekt autor- wykonanie
ZG_ZPAF mstWwa cookies