logo ZPAFF
 
rss facebook search
 
 

 

Basia Sokołowska

 

Fotografia marginalna

25 lutego 2015
Wróć

Historia fotografii obfituje w kadry skazane na istnienie w ukryciu, które nigdy nie wyszły poza etap negatywu, stykówki czy małej wglądówki. Te niewidzialne pokłady obrazów czekają na swój czas, kiedy ktoś do nich zajrzy i wyciągnie na światło dzienne. Od czasu do czasu, w różnych okolicznościach wypływają zdjęcia, które autorom nie wydały się godne ujawnienia, a które teraz, w innym czasie i miejscu zaczynają żyć na nowo.

Tak było w przypadku odkrytych kilka lat temu negatywów Vivian Mayer, co wprowadziło jej dzieło do kanonu fotografii ubiegłego wieku. Tak będzie zapewne jeszcze nie raz, bo archiwa fotograficzne, zarówno prywatne jak i instytucjonalne są z racji ilości znajdujących się w nich kadrów, nieprzebrane.



fragment ekspozycji w Galerii Fundacji Archeologia Fotografii, luty 2015, fot. Basia Sokołowska

Obecna wystawa w Fundacji Archeologii Fotografii w Warszawie, Niewidzia(l)ne, prezentuje fotografie, które dotychczas funkcjonowały jedynie w formie negatywów, stykówek czy małych odbitek. Na wystawę wybrano akty z archiwów fotografów, którymi opiekuje się fundacja: Zofii Chomętowskiej, Zbigniewa Dłubaka, Tadeusza Sumińskiego i Wojciecha Zamecznika. Akt, który jest najbardziej intymnym rodzajem przedstawienia, pojawił się w fotografii na początku jej istnienia i szybko stał się autonomicznym gatunkiem, który był często powielany i sprzedawany, choćby w formie pocztówek erotycznych, a także powiększany, publikowany w książkach czy na wystawach. Obok pejzażu i portretu, akt to prawdopodobnie najbardziej popularny rodzaj przedstawienia w fotografii. Każdy fotografujący podchodził do tego tematu chociaż raz, najczęściej w kontekście życia prywatnego, lub eksperymentu fotograficznego. Mimo, że prezentowani na wystawie Fundacji autorzy zajmowali się fotografią zawodowo, pokazywane na wystawie zdjęcia były traktowane jako fotografie prywatne, skazane na ukrycie, nie przewidziane do publicznej prezentacji. Z różnych powodów.
Wśród fotografii Zbigniewa Dłubaka, uwagę przyciąga pokaz slajdów na których naga modelka pozuje artyście. Zdjęcia różnią się od wyrafinowanych formalnie aktów artysty, należących do polskiej awangardy fotograficznej lat 60. i 70. Należą do początkowego etapu procesu twórczego, który jednocześnie dokumentują. Uderza w tej sekwencji zdjęć zgrzebna codzienność i zwyczajność sprzętów i wnętrza pracowni, a także naturalność ujęć ciała siedzącej na stołku modelki. Zdaje się, że fotografie pozostały na marginesie, bo pokazują pracę artysty „od kuchni”, która według artysty powinna zostać ukryta przed odbiorcą.



fot. Zbigniew Dłubak, 1960-66 | fot. Wojciech Zamecznik, 1956-57

Innym rodzajem marginalnej fotografii aktu jest zdjęcie Wojciecha Zamecznika przedstawiające opalające się ciała na plaży.
Zdjęcie „sytuacyjne”, zrobione prawdopodobnie wyłącznie dla siebie, z czystej przyjemności podpatrywania, nie mające nic wspólnego z fotografią, którą uprawiał zawodowo, należąca do innego porządku i w jego oczach „nie należąca” do jego twórczości. Pokazywane fotografie Zamecznika przedstawiają jego żonę, fotografowaną w otoczeniu domowym, codziennym. Są dokumentem ich wspólnego życia i ich intymności, życia małżeńskiego, wykraczającym poza sferę fotografii zawodowej, a więc pozostającym w ukryciu.



fot. Wojciech Zamecznik, 1950-55

Nie wiadomo do końca czym dla autora czy też autorki były zdjęcia nagich mężczyzn na skalistym brzegu rzeki, znalezione w archiwum Zofii Chomętowskiej. Najprawdopodobniej nie zrobiła ich Chomętowska. Zdjęcia rozbierających się w plenerze mężczyzn wpisują się w sportowy etos fotografii męskiej nagości okresu międzywojennego. Jednak wydaje się, że te kilka zdjęć to fotografia o charakterze prywatnym, raczej radosna pamiątka z letniej wycieczki za miasto, niż zaplanowana sesja zdjęciowa. Można przypuszczać, że jeśli te zdjęcia miały być oglądane, to jedynie w niewielkim, zamkniętym gronie.



Autor nieznany; fot. z archiwum Zofii Chomętowskiej, II poł. lat 40.

Jak widać, każdy z fotografów marginalizował te zdjęcia z różnych powodów, choć najczęściej sprowadzały się do tego, że nie mieściły się w jego lub jej wyobrażeniu o własnej twórczości. Nie jest to nic innego, jak rodzaj edycji. Edycji na szczęście nie do końca skutecznej. Dzięki temu fotografia wszystkim znana, ma szansę ujawnić swoje nieznane oblicze.


autor - projekt autor- wykonanie
ZG_ZPAF mstWwa cookies