logo ZPAFF
 
rss facebook search
 
 

 

Janusz Lirski

 

Rozmowy na 15-lecie O. pl - także o fotografii...

21 marca 2014
Wróć

Wśród rozmówców Katarzyny Kowalskiej znależli się także artyści zajmujący się fotografią, członkowie naszego Związku, niektórzy nieczęto słyszani w naszym gronie… Dlatego chciałbym odnotować i polecić zapoznanie się z tymi rozmowami w przekonaniu, że w serwisie „15 lat O. pl“ każdy znajdzie jeszcze więcej interesujących rozmów.



W drugiej połowie lat 90., w czasach rozwoju i formowania się Internetu w Polsce, powstał pierwszy portal dedykowany w całości kulturze – O. pl Polski Portal Kultury. Obecnie jest on jednym z największych tego typu mediów w Polsce. Z okazji obchodzonego jubileuszu 15-lecia, Portal przygotował specjalny serwis „15 lat O. pl”, na którego stronach w ostatnich miesiącach pojawiają się rozmowy z wybitnymi postaciami ze świata architektury, designu, sztuki, fotografii, literatury, muzyki, filmu, teatru.
Cykl „Rozmowy na 15-lecie O. pl” to zbiór wywiadów, które składają się na wartościową refleksję na temat funkcjonowania i stanu polskiej kultury. […] Serwis opisuje szerzej historię portalu a redakcja cyklu założenia trwającego projektu.
Od połowy października 2013 na stronach O. pl w każdym tygodniu pojawiają się nowe wywiady z osobistościami kultury.


Fotografia malowana światłem. Zygmunt Rytka (opublikowano 21.10.2013)


Zygmunt Rytka, „Ciągłość nieskończoności”, 1984, dzięki uprzejmości Fundacji In Situ


Katarzyna Kowalska:
Jakie wydarzenie w ciągu ostatnich lat najsilniej wpłynęło na obraz polskiej kultury?
Zygmunt Rytka: Nie wiem, bo mnie nie zajmuje całość kultury, tylko to, co ja robię. Może to dziwne, ale nie wpisuję siebie i swojej twórczości w to, co dyktują czasy, moda czy też kierunki działań w danej dziedzinie. Nawet nie chcę za bardzo o tym wiedzieć, bo to takie mieszanie w głowie. Chcę robić to, co wypływa ode mnie, a nie to, co należy robić pod dyktando nowych trendów.
Kto, według Pana, odegrał znaczącą rolę w polskiej fotografii?
Nie mam dużego rozeznania w fotografii polskiej ani ogólnoświatowej. Mój dobry przyjaciel powiedział kiedyś: „Zyga, ja znam cały świat tej fotografii. I ty, niestety, jesteś 1/1 ”. Mnie ludzie wywindowali. To nie było moim celem, a jedynie rezultatem mojego działania w życiu. Jestem w sztuce samoukiem, a kiedyś byłem elektrykiem (nie mylić z prezydentem – śmiech). Poza tym uważam, że ważną rolę w polskiej fotografii odegrało wielu ludzi. Nie chcę ich stopniować czy pozycjonować. Są oni ugruntowani w obecnej sytuacji w sztuce. Ja byłem związany z Łodzią, cenię więc Robakowskiego, grupę Łódź Kaliska i innych twórców z tak zwanej Grupy Łódzkiej.
[...] Ciąg dalszy rozmowy oraz ilustracje - prace Zygmunta Rytki

Przyjemność dotyku – przyjemność widzenia. Andrzej Jerzy Lech (opublikowano 12.11.2013)


Andrzej Jerzy Lech. Fotografia: Michael Killfoil. Nowy Jork, 2013 (dzięki uprzejmości A. J. Lecha)


Katarzyna Kowalska: Jakie wydarzenie w ciągu ostatnich lat najsilniej wpłynęło na obraz polskiej kultury?
Andrzej Jerzy Lech: Zanim zacznę odpowiadać na Twoje pytania, chciałbym powiedzieć, napisać, czytelnikom tego wywiadu coś dla mnie bardzo ważnego. Mały wstęp. Chciałbym coś „wytłumaczyć”. Jestem z pewnością fotografem z „tamtej” epoki. Jestem fotografem, który ma ciemną ciemnię. Jestem fotografem, który ma wielkie drewniane aparaty fotograficzne. Jestem fotografem używającym do nich statywów. Na głowę podczas „zdejmowania” obrazów narzucam czarną „szmatę”, żeby na matówce mojej kamery dobrze ułożyć „rzeczy”. Jestem też fotografem, dla którego fotografia jest życiem, pasją, namiętnością, wykształceniem, codzienną myślą, miłością. Udręką i ekstazą. Tym też dla mnie bywa fotografia! A nade wszystko fotografia nie jest moim zawodem, bo myślę, ze „zawód artysta” po prostu nie istnieje!
Moje poglądy przedstawione w tym okolicznościowym jubileuszowym wywiadzie są bardzo osobiste, więc nie są obiektywne, nie mogą być takimi. Jeżeli kogoś uraziłem swoimi wypowiedziami lub dotknąłem, chcę teraz za to bardzo przeprosić. Każdy ma prawo do błędów.
[...] Powracając do pierwszego pytania. Hmm, dla mnie takich „wydarzeń”, które w ostatnich latach w sposób znaczący wpłynęły na polską kulturę było kilka. Myślę, że tym najważniejszym było odzyskanie przez Polskę wolności, suwerenności, niezależności. Rok 1989. Upadek komunizmu. Zapoczątkowanie odbudowy demokracji. Koniec podziału Europy na dwie części, zachodnią i wschodnią. Początek wielkich przełomowych zmian w życiu politycznym, gospodarczym i kulturalnym całej Europy z tak zwanego bloku wschodniego, czyli części Europy okupowanej przez dyktaturę sowiecką. Nowy czas. Nowa era. Nowe życie!
Oczywiście „ostatnie lata” są pojęciem bardzo względnym, niejednoznacznym, w pewnym sensie otwartym i też mało precyzyjnym. Proszę pamiętać, ze moje spojrzenie na Polskę, na Polską kulturę, jest „patrzeniem się” z dystansu nie tylko mierzonego w kilometrach. Jest to tez dystans emocjonalny i czasowy. Z Polski wyjechałem w roku 1987. Nie byłem tez w czasie emigracji bacznym obserwatorem życia kulturalnego Polski. Byłem raczej tylko „podglądaczem”. Ameryka, w niej Nowy Jork, stawiały mi wysokie wymagania. Oczekiwały ode mnie „mnie” nowego, innego. Byłem bardzo, i ciągle jestem, skupiony na swojej fotografii, na byciu sobą w postaci bezkompromisowej zachowując siebie, będąc szczerym, prawdziwym. Inaczej nie wyobrażam sobie bycia sobą, bycia artystą. Obserwowałem więc, i dalej obserwuję, życie tutaj, siebie tutaj i nade wszystko innych.

Kto, według Ciebie, odegrał znaczącą rolę w polskiej fotografii?
Nazwisk jest tak dużo. Zacznę od fotografów. Bez chronologii, bez priorytetowej ważności, bo wszyscy są dla mnie jednakowo ważni. Jan Bułhak tak często krytykowany, niedoceniany. Piękne Wilno. Tyle światła, tyle słońca. Konrad Brandel, wielki fotograf, wynalazca, fotoreporter warszawski końca XIX wieku, którego kilka połówek przepięknych oryginałów mam tu u siebie w studiu. Tak, niestety połówek, bo slynny malarz polski Boleslaw Cybis, bez szacunku dla fotografii te interesujące zdjęcia, skarby dokumentujace ówczesna Warszawę, jej ważne architektoniczne obiekty, pociął na dwie części. Do tyłów tych prac przykleił swoje szkice, projekty do obrazów. Za to Cybisa oczywiście bardzo nie lubię! Inni fotografowie: Bolesław Gardulski, Karol Hiller, Stefan Themrson, Kazimierz Podsadecki, Jerzy Benedykt Dorys, zwłaszcza jako fotograf dokumentalista. Uważam za niezwykle interesujący jego cykl z Kazimierza nad Wisłą. Mieczysław Karłowicz, kompozytor i dyrygent. Jego przepiękne tatrzańskie fotografie… Edward Hartwig, Zbigniew Dłubak, Jerzy Lewczyński, Zofia Rydet. Stanislaw Ignacy Witkiewicz.  Aleksander Krzywobłocki… Mikołaj Smoczyński, Adam Bujak, Mariusz Hermanowicz, Janusz Leśniak, Ewa Andrzejewska, Jakub Byrczek, Wojciech Zawadzki, Bogdan Konopka, Stanisław Woś, Pawel Żak, Stefan Wojnecki. Polski fotoreportaż. Aleksander Jałosinski i Stefan Figlarowicz. Fotoreporterzy skupieni wokół tygodnika „Świat”. Władysław Sławny, Konstanty Jarochowski, Wiesław Prażuch, Jan Kosidowski.
[...] Ciąg dalszy rozmowy oraz ilustracje - prace Andzeja Jerzego Lecha

Z tęsknoty za technikami anachronicznymi. Katarzyna Majak (opublikowano 13.12.2013)


Na zdjęciu: Katarzyna Majak, dzięki uprzejmości Katarzyny Majak


Katarzyna Kowalska: Jakie wydarzenie w ciągu ostatnich lat najsilniej wpłynęło na obraz polskiej kultury?

Katarzyna Majak: Odpowiem przewrotnie i nie wymienię żadnych dokonań stricte artystycznych czy wydarzeń o charakterze politycznym. Być może jest to działanie utopijne i wciąż o małym zasięgu, lecz wskażę tu na działalność Obywatelskiego Forum Sztuki Współczesnej wraz z jego upartym dążeniem do pobudzania świadomości społecznej na temat sytuacji w kulturze, także artystów.
Kto, według Pani, odegrał znaczącą rolę w polskiej fotografii?
Adam Mazur. Silna osobowość, dzięki swej rozległej działalności nadrabiająca zaległości polskiej fotografii w edukacji, publikacjach, wreszcie dużych, liczących się wystawach. Najbardziej opiniotwórcza i energetyczna postać w kręgu kuratorów, krytyków i artystów. Wciąż brakuje w środowisku fotograficznym przeciwwagi dla Adama.
Czy w historii polskiej fotografii jest wydarzenie, które według Pani niesłusznie zostało pominięte lub niezauważone przez krytykę?
W tym pytaniu wyczuwam podjęcie kwestii ekonomii władzy - czy to krytyka decyduje o tym, co jest, a co nie jest istotne dla konkretnej dziedziny sztuki? Należałoby chyba jednak to pytanie przeformułować na: Jaka jest według Pani kondycja krytyki fotograficznej w Polsce?
W pierwszym momencie przypomina mi się wypowiedź Toma McDonougha (piszącego dla „Art in America”) zacytowana przez Sarah Thornton w jej książce „Siedem dni w świecie sztuki”. McDonough wspomina, że był czas, kiedy uważano, że rolą krytyki jest udoskonalać kulturę, a „teraz, zamiast popychać kulturę do przodu, chodzi o to, aby znaleźć grupę osób, którą można lobbować”.
I coś w tym jest. Krytyka fotograficzna w Polsce (i chyba nie należymy tutaj do wyjątku) jest zajęciem mało opłacalnym i niszowym, a więc zapewne wynikającym z pasji. To raptem kilka, kilkanaście osób, których wybory są subiektywne i z konieczności ograniczone.
Jeśli brać pod uwagę ilość wystaw i inicjatyw fotograficznych w Polsce, to nieobecność wydarzeń (zwłaszcza tych poza centrum, o słabszej promocji) w tekstach krytycznych jest zjawiskiem powszechnym. Niedopieszczona historia fotografii polskiej, jeśli już dostaje zastrzyk w postaci publikacji, może także przeobrazić się w opowieść subiektywną (mam tu na myśli „Historie fotografii w Polsce 1839-2009“ wspomnianego Adama Mazura). Kolejną kwestią jest malejące czytelnictwo (dotyczy to oczywiście także tekstów krytycznych). Potrzeba nam więcej szeroko rozumianej edukacji kulturalnej na poziomie, który będzie dostępny i strawny dla nieprofesjonalistów. W innym wypadku zasięg krytyki pozostanie środowiskowy.
Czemu służy dziś fotografia? Jaka jest jej największa wartość dla współczesnego człowieka? Skłaniam się ku stwierdzeniu, że dla współczesnego człowieka główna wartość fotografii pozostaje sentymentalno-dokumentalna.
[...] Ciąg dalszy rozmowy oraz ilustracje - prace Katarzyny Majak

Ku świadomości klasycznego działania. Wojciech Plewiński (opublikowano 16.01.2014)


Na zdjęciu: Wojciech Plewiński, fot. Grażyna Makary, dzięki uprzejmości artysty


Katarzyna Kowalska: W jaki sposób w ciągu ostatnich lat zmieniła się świadomość w tworzeniu i odbiorze fotografii?

Co oznacza dziś bycie świadomym fotografem?
Wojciech Plewiński
: Myślę, że nie ma znaczenia, kiedy coś się dzieje; w każdej dziedzinie działania artystycznego to świadomość powinna być istotna. Oczywiście można wyróżnić fotografów, których prace nie są wydumane czy intelektualne, jakkolwiek by je nazwać, lecz tworzone mniej świadomie, pod wpływem impulsu – i są znakomite. Trudno zatem określać, kto i co jest lepsze. Współcześnie niewątpliwie jesteśmy coraz bardziej nasyceni obrazem, który zastępuje słowo i myślenie; otacza nas on bez przerwy – jesteśmy atakowani przez telewizję, reklamy i billboardy – obraz marny, ale jednak ciągle obraz.
Drugą rzeczą są urządzenia ułatwiające notowanie tego, co dzieje się wokół nas (komórka czy tablet), z których każdy w dowolnej chwili może korzystać. Tutaj też słowo powoli jest zastępowane – w mailu przesyłam krótką informację, a resztę stanowi obraz – dziecko, pies, widok, zakupiona nowa lampa czy kapelusz. Obrazem manipuluje się w sposób zupełnie nieprawdopodobny. Dawniej tego nie było; na marginesach listów, jeśli ktoś miał zdolności, rysował widoczki, ale to był inny świat. Jeżeli ktoś był dobrym rysownikiem czy malarzem – tworzył dobre obrazy. Fotografia stała się popularna dopiero w XX wieku, kiedy za sprawą Leicy powstał jeden z pierwszych małych obrazków; pojawiły się też pudełeczka do robienia zdjęć z dwoma przysłonami i dwoma czasami, dzięki którym można było również przenosić i przesyłać zdjęcia. Świadomość klasycznego działania potrzebuje odrobiny talentu, spostrzegawczości czy umiejętności myślenia. To widać w fotografiach ludzi, którzy są na coś uwrażliwieni. Ten „rozrzut” jest ogromny, bo jednych interesuje reportaż, innych krajobrazy, góry. Dla mnie góry są niesłychanie do siebie podobne i nie znajduję tu pola do popisu, jednocześnie doceniając takie zdjęcia. W natłoku są one nudne, jednakże ci, którzy się nimi interesują, mogą godzinami o tym rozprawiać.
W natłoku coraz większej ilości fotografii i informacji jaka jest wartość fotografii? Czy ilość nie przechodzi w jakość?
W czasach, kiedy fotografowałem, bardzo często decydowały względy ekonomiczne. Kupowało się filmy dwa lub trzy, w tym kolorowe, które były trudno dostępne. Z tego powodu człowiek niezwykle się cackał, fotografował oszczędnie i z namysłem; musiał bardzo dokładnie wiedzieć, czego chce. Kiedy ustawiałem kadr obrazu, który chciałem zatrzymać, długo namyślałem się, w jakim momencie mógłbym to zrobić. Niejednokrotnie musiałem naświetlać raz, drugi, trzeci – odpowiednie naświetlenie przy slajdzie było bardzo istotne. Trzeba było być sprawnym, jednocześnie myśleć i robić – to była oszczędna robota. Natomiast w tej chwili to szybkie i autonomiczne strzelanie, które wraz z automatyką pozwala na wyostrzenie obrazu; obiektyw ustawiony jest szerzej czy węziej, strzelam, i to genialnie przyspiesza robotę. Filmu nie ma, więc nie kosztuje to nic. Mam aparat i mogę wybierać – bardzo to sobie cenię. Teraz, jeżeli robię serię portretów, to wykonuję ich więcej, bo jest więcej możliwości, które można realizować z większą swobodą i w krótszym czasie.
Zależy to od mojej spostrzegawczości i koncepcji obrazu, jaką mogę narzucić – w którym miejscu, w jakiej pozie, w jakim ubraniu, w jakim uczesaniu. To wszystko robię w dalszym ciągu, ale sprawniej. Jeżeli mam aparat z wymiennym obiektywem, bardzo szybko mogę wprowadzać zmiany. Przedtem byłem powolniejszy, musiałem myśleć oszczędniej. W tej chwili, gdy biorę swoje stare filmy do skanowania, właśnie portrety, wpadam w zdziwienie: „Jak ten człowiek to robił? Wykonał ich tak mało, a wszystkie są dobre na swój sposób”. To sprawa myślenia, wrażliwości i decyzji, jakie wówczas zapadały.
[...] Ciąg dalszy rozmowy z Wojciechem Plewińskim


autor - projekt autor- wykonanie
ZG_ZPAF mstWwa cookies