Galeria Sztuki Współczesnej Winda, Kieleckie Centrum Kultury, Plac St. Moniuszki 2B, Kielce
Wernisaż w piątek 25 stycznia o godz. 18:00, ekspozycja do 28 lutego 2019
96 fotografii z zestawów: "Powidoki" (2011), "Wiosna" (2012), "ZamrozY" (2014) i "Antarktika" (2016)
Także krótki film dokumentalny "Maski" oraz timelapsy i ujęcia podwodne z Antarktyki
Powidoki: jak na pojedynczej, nieruchomej klatce, przedstawić proces obserwacji kawałka krajobrazu, trwający kilka, lub kilkanaście minut? Przecież w tym czasie moje oczy nawet na chwilę się nie zatrzymują. Skaczą. To, co najszybciej przyciąga mój wzrok i czego podświadomie szukam, kiedy patrzę na nieruchomy pejzaż, to ruch. Nie każdy zauważam natychmiast. Dużo umyka. Nie dostrzegam powolnych, niewielkich zmian, albo bardzo szybkich. Ale też, jeżeli nie śpieszę się, mam czas na kontemplację, to odkrywam mnóstwo ruchu w pozornie statycznym krajobrazie. Co z tego zapamiętam? Pozostają te najmocniejsze doznania, wspomnienia, powidoki.
Można jedną klatkę negatywu eksponować raz, na długim czasie. Zapiszemy ruch. Jeżeli ten sam czas ekspozycji podzielimy na kilka- kilkadziesiąt cząstek i tyle razy wyzwolimy migawkę, zapiszemy zmiany. Ja zmieszałem obydwie te metody. Końcowy efekt, to nałożenie na siebie na jednej klatce negatywu tych wielokrotnych, na różnych czasach robionych, osobnych ekspozycji trzech warstw światłoczułych. Materiałem wyjściowym był negatyw barwny 6x9, wielokrotnie naświetlany przez filtry selektywne R,G,B.
Moja metoda niewiele różni się od techniki, w jakiej powstawały na przełomie XIX i XX w. pierwsze, jeszcze szklane przeźrocza barwne - autochromy.
Zdjęcia robiłem w dwóch bardzo bliskich mi miejscach: wsi Zaborze pod Kielcami i na Siekierkach w Warszawie. W Zaborzu stoi dom moich dziadków. Spędzałem w nim wszystkie wakacje w dzieciństwie. Cały świat na 6-cio hektarowym gospodarstwie. Jeszcze staw, droga do lasu i las. Ale tam, to już było bardzo daleko. A Siekierki to mój ulubiony kawałek Warszawy. Takie opuszczone ogródki działkowe, chaszcze i zarośla otaczają większość naszych osiedli i miast. Były wszędzie, gdzie dotychczas mieszkałem: w Kielcach, Chorzowie i Warszawie. Są częścią mojego środowiska naturalnego. Gdyby ich nie było w pobliżu, czułbym się nieswojo. Uwielbiałem włóczyć się po nich w dzieciństwie spędzonym w Kielcach i wróciłem do nich w 2009 roku w Warszawie. Znalazłem tu piękno, które zachwyca i inspiruje, ale nie zwala z nóg, nie zatyka tchu w piersi i nie obezwładnia. To moja skala i proste tematy: ruch i rytm, kontrast, głębia ostrości, rozszczepienie światła. Pejzaż znajomy, ale nie do końca poznany. Może ja nigdy nie wyszedłem z tych krzaków, są moim bagażem podręcznym i wędrują razem ze mną z miejsca na miejsce?
Wiosna: pomysł tej wystawy zrodził się w 2009 roku, podczas realizacji zdjęć do filmu pt. „Alfred Schreyer z Drohobycza” w reżyserii Marcina Giżyckiego. Poczułem, że chcę do tego miejsca przyjechać jeszcze raz. Udało mi się to w maju 2011. Tym razem pojechałem na zaproszenie Pani Wiery Meniok, szefowej Centrum Polonistycznego przy Uniwersytecie Pedagogicznym w Drohobyczu. Dzięki niej mogłem poznać mieszkańców Drohobycza: serdecznych, ciepłych i otwartych. Ukraińców, Rosjan, Polaków i Żydów.
Przez tydzień fotografowałem miasto. To miała być impresja na temat dzisiejszego Drohobycza: „półtora miasta” przesiąkniętego historią. Więc wsiąkałem w to miasto. Nie pracowałem na niczyje zamówienie i mogłem dać sobie absolutną wolność. Bezpośrednią inspiracją do powstania tego cyklu było opowiadanie p.t.: „Wiosna”. U Schulza czas i przestrzeń zapętlają się, mają swoje odnogi i nigdy nie można być pewnym, że wracając po własnych śladach dojdzie się do miejsca, z którego się wyruszyło. W Drohobyczu nić Ariadny zrywa się tuż za rogiem.
Techniki, jakich używałem przygotowując ten zestaw, to nieomal przekrój przez historię fotografii:
- camera obscura, do której włożyłem przeźrocza barwne 4x5 cali,
- aparaty 6x9: Zeiss Ikon i Fotokor z obiektywem Schneider, negatywy barwne 6x9,
wielokrotnie eksponowane przez filtry selektywne R,G,B.
- aparat cyfrowy Lumix DMC-FX2
Dopełnieniem cyklu „Wiosna” jest film, który nakręciłem w listopadzie 2015 w Drohobyczu. Jego tematem są przygotowania i premiera przedstawienia „Maski”, wspólnego dzieła artystów z Polski i Ukrainy: Piotra Łucjana i Andrija Yurkevycha. Spektakl jest upamiętnieniem wydarzeń Czarnego Czwartku 19 listopada 1942 roku, kiedy podczas likwidacji getta w Drohobyczu, Niemcy zamordowali 230 Żydów, a wśród nich pisarza Brunona Schulza.
ZamrozY: te fotografie można potraktować jak zapis niedzielnego spaceru nad Wisłę. Mieszkam kilkaset metrów od jej nieuregulowanego brzegu. Wykonując zdjęcia do tego zestawu użyłem 30-letniego negatywu Fotopan HL i aparatu własnej konstrukcji. Powierzchnia klatki negatywu w tym aparacie jest większa od powierzchni obrazka, jaki powstaje po przejściu światła przez obiektyw. Dzięki temu otrzymujemy pełną, okrągłą klatkę otoczoną marginesem nienaświetlonej emulsji.
Emulsja światłoczuła pracuje od momentu swojego powstania. Na każdej rolce negatywu, oprócz obrazu - zapisu błysku migawki, odciska swoje piętno czas: emulsja starzeje się, choruje, marszczy i kruszy. Obraz będący zapisem tego procesu (w przypadku użytego przeze mnie negatywu trwającego ponad 30 lat), może być dopełnieniem zapisu chwili dokonanego przy użyciu aparatu fotograficznego. To, co pojawiło się po wywołaniu negatywu, jest sprasowaną na dwuwymiarowej płaszczyźnie indywidualną historią tej rolki negatywu. I wszystkie znaki (punkty) i wszystkie zdarzenia są tak samo ważne. Na koniec spróbowałem powiedzenie „zamrozić czas” potraktować w sposób dosłowny. Wywołany negatyw suszyłem na dworze, kiedy temperatura powietrza spadła poniżej -20 C. I to był ostatni etap utrwalania czasu - jego zamrożenie.
Antarktika: czekałem na ten wyjazd przez kilka lat. Ostatecznie pojechałem tam jako autor zdjęć do filmu dokumentalnego w reżyserii Władysława Rybińskiego. Aparatu fotograficznego używałem czasem jako kamery do zdjęć specjalnych (timelapse, zdjęcia podwodne), ale najczęściej, jako notatnika.
To zapis codzienności: 11 tygodni spędzonych w jednym miejscu, na ograniczonej przestrzeni w grupie 24 osób. Stałe pory posiłków, bardzo długie dni i bardzo jasne noce. Gwałtowne wiatry i częste zmiany pogody. Starałem się fotografować w każdej wolnej chwili. Wyjścia na zdjęcia zastępowały mi czytanie, słuchanie muzyki, kino, teatr, telewizję, wizyty w galeriach i wernisaże. Prywatnie, traktowałem ten wyjazd, jak spełnienie marzeń z dzieciństwa. Powrót do fascynacji książkami Verne'a, Londona, czy Lema. Prezent, który dostałem na 50-te urodziny.
Więcej informacji na stronie Galerii: 
Wojciech Walkiewicz: absolwent Wydziału Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, na kierunku operator obrazu filmowego i realizator TV i Policealnego Studium Fotograficznego w Warszawie.
Autor zdjęć do filmów dokumentalnych, teledysków i cyklicznych programów telewizyjnych.
Członek Związku Polskich Artystów Fotografików i Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Autor wystaw indywidualnych: „Powidoki”, „Wiosna”, „Miasto nad Wisłą”, „Wielki Wybuch Wiosennej Wilgoci”, „Zamrozy”, „Antarktika”, „O przyszłość Rapperswilu” prezentowanych w Polsce, na Ukrainie
i w Szwajcarii. Brał udział w festiwalach i wystawach zbiorowych: XII, XV i XVII Międzynarodowe Biennale Krajobrazu w Kielcach, „Przedwiośnie 37” BWA w Kielcach, Art Fresh Festival w Warszawie,
V i VI Międzynarodowy Festiwal Brunona Schulza w Drohobyczu (Ukraina), eXperimenta 3 w Paderborn (Niemcy), „Między ilustracją a sztuką V” w Lublinie, Noce Muzeów w Warszawie i w Kielcach.
Zdobywca II-giej nagrody w konkursie „Kieleckie inaczej” i wyróżnienia w konkursie „TIME”
(The Royal Photographic Society of Thailand).
Publikacje: Polityka 32/2015, contra doc! #3, Fotopolis, Fototekstura, Fraza 2017, nr 3-4 (97-98). Autor albumu fotograficznego „Antarktika” (ISBN 978-83-949586-0-2)


fragmenty ekspozycji w przestrzeni galerii...
