Z wielkim żalem informujemy, że w wypadku podczas zawodów motoparalotniowych w Płocku,
w sobotę 30 kwietnia 2016 roku, zginął nasz kolega z Okręgu Świętokrzyskiego - Piotr Krupa.
Ostatnie pożegnanie odbędzie się w sobotę 7 maja o godz. 13:00 w Kościele pw św. Mikołaja
przy ul. Dębickiej 64 w Rzeszowie, po czym nastąpi odpowadzenie urny na cmentarz parafialny
Piotr Krupa - urodzony w 1966 roku w Rzeszowie. Pilot, podróżnik, alpinista.
Dziennikarz "Przeglądu Lotniczego" oraz "TSK 24". Członek Mikrolotowej Kadry Polski.
Złoty medalista mistrzostw Polski, Ukrainy, Czech. Vice-mistrz świata w lotach PPG - Pekin 2007.
Członek Rzeszowskiego Stowarzyszenia Fotograficznego i od 2008 roku Okręgu Świętokrzyskiego Związku Polskich Artystów Fotografików.
W nadzwyczajny sposób połączył dwie wspaniałe pasje - latanie i fotografię ...

O twórczości Piotra Krupy...
Fascynującym rezultatem połączenia dwóch pasji Piotra Krupy: fotografii i motolotniarstwa, jest jego obszerna i oryginalna twórczość. Widoki Ziemi z wysokości lotu ptaka – główny temat, w którym się twórczo realizuje, naznaczone są jakością technicznego mistrzostwa, jakie osiągnął w obu tych dziedzinach.
Jednak o ich wartości artystycznej decyduje zupełnie coś innego: to coś, to umiejętność posługiwania się fotograficznymi środkami wyrazu i budowania przy ich pomocy własnej, indywidualnej formy wypowiedzi twórczej. W fotografiach Piotra Krupy bowiem z trudem odczytuje się rzeczywistość, choć są one z niej zdjętymi, wiernymi kalkami. Zapewne w dużej mierze dlatego, że tylko nieliczni mają możliwość oglądać ją z takiej perspektywy – ale przede wszystkim dlatego, że odbiera się je jako czysto abstrakcyjne obrazy. Obrazy zachwycające bogactwem wysmakowanych struktur, skomplikowanych rysunków i wyrafinowanych, światłem tonowanych barw, scalonych w harmonijną całość kompozycją kadru.
Te skojarzenia z obrazem – jego płaskością – dodatkowo pogłębia sposób fotografowania: artysta najczęściej ustawia obiektyw prostopadle w dół, co pozwala mu optycznie spłaszczać wypukłości terenu, wykorzystywać graficzne walory cieni i unikać zniekształceń przestrzeni, spowodowanych zarówno kulistością Ziemi jak i rozmywaniem się ostrości, będącego skutkiem różnic w odległościach. Jakkolwiek wydaje się, że celem artysty jest tu przede wszystkim uzyskanie efektu estetycznego, ten zabieg służy także dokumentalnemu aspektowi tych zdjęć, stanowiącemu niejako ich „drugie dno”.
Jak na rozmaitość fotografowanych „krajobrazów” i miejsc, barw i światła różnych pór dnia i roku, wszystkie prace Piotra Krupy cechuje nadrzędna, wspólna im wszystkim równowaga i – przy rozległości i mnogości fragmentów przestrzeni, z których „wycina” swoje obrazy – oszczędność kompozycji. Szuka uporządkowanych rytmów: często wykorzystuje do tworzenia plastycznych podziałów prac długie, gładkie pasma rzek i cieków wodnych oraz równolegle układające się wzdłuż nich pasy kamienistych lub piaszczystych brzegów i lasów. Czasem zawęża kadr do pojedynczej formy krajobrazowej, znajdującej się na tle wizualnie jednolitej płaszczyzny – jak w fotografii z oczkiem wody w środku równomiernej struktury z wyschniętego, spękanego błota, tej z niezwykłym ”okiem”, ukształtowanym z wyższych zarośli na tle bruzdami orki zrytmizowanego pola, czy tej z małą wysepką na środku wody, otoczoną promieniami z ulotnych śladów startujących do lotu ptaków. „Poluje” na efektowne kolorystycznie fragmenty, z których, umiejętnie kadrując, czyni główne elementy kompozycji. Najpiękniejsze z nich to te, które eksponują głębię i rozmaitość koloru wody, smug różnokolorowych skał, bogactwo odcieni zieleni i rozżarzonych jesiennych kolorów lasów czy cieniowaną szarością biel lodowców.
Konsekwencja fotograficznych obrazów Piotra Krupy przywodzi na myśl słowa Bernarda Descamps: Fotografia jest w rzeczywistości autoportretem, wewnętrznym obrazem rzuconym na przedmiot czy też na codzienną rzeczywistość, których zwyczajowe znaczenie zostaje w ten sposób zmienione.
Podróżuję, by spotkać się z samym sobą, by odnaleźć obrazy, które są we mnie, i które niestrudzenie staram się odsłaniać.
Wydaje się, że Piotr Krupa wznosi się w przestworza i szybuje z ptakami w tym samym celu …
Stanisława Zacharko

Na pytanie dlaczego fotografuje odpowiadał na swej stronie wspomnieniami z dzieciństwa:
Styczniowy dzień 1971 roku dobiegał końca. […] Okno zostało szczelnie zasłonięte, co w gruncie rzeczy sprawiało poczucie bezpieczeństwa. […] Kuchnia kaflowa na której często gotowało się wspaniałe jedzenie była przygaszona, a biały kredens mienił się czerwonym kolorem od lampki, jaka zawisła na ścianie. Na taboretach stało dziwne urządzenie, a na podłodze leżały cztery miseczki wypełnione płynem. […] Na umieszczoną kartkę pod dziwnym urządzeniem padło światło, Ojciec zaczął odliczać - „jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć” obraz znikł, a do rąk chłopca trafiła biała kartka, którą miał włożyć do pierwszego z pojemników. Gdy zanurzył ją w pierwszym roztworze, tato nakazał mu bacznie przyglądać się temu, co zaraz zacznie się pojawiać na niej. […] Na białej kartce pojawił się obraz, obraz który był zdarzeniem sprzed kilku miesięcy, właściwie już zapominał o tym dniu, gdzie wspólnie z rodzicami wybrali się nad Wisłok, a tu wróciły wspomnienia. Był tak zaskoczony tym zjawiskiem, że nie słyszał kolejnych poleceń co ma robić. Patrzył na kartę, gdzie obraz wyostrzał się, aż stał się zatrzymany chwilą z tamtych dni. - „Włóż ją szybko do kolejnej kuwety!”
Oszołomiony całym tym zdarzeniem wykonałem kolejne i kolejne wskazówki jakie przekazywał mi Ojciec. Byłem mocno podekstytowany. Czułem, że w moim życiu wydarzyło się coś bardzo ważnego.
Teraz to wiem - w mym sercu Tato zasadził ziarno, ziarno miłości do fotografii, zasadził ziarno które puściło korzenie, które rozkwitało i rozkwita do dnia dzisiejszego. Dziś jest tyle osób fotografujących na świecie. I dobrze, bo to wspaniała dziedzina sztuki.
Jestem szczęśliwy, że robię to co robię.. Często pakując sprzęt fotograficzny słyszę w głębi serca jak ojciec wypowiada magiczne cyfry: „jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć... ” I jestem szczęśliwy, że urodziłem się w czasach, gdy w słowniku fotografa słowo kuweta nie oznaczało pojemnika na żwirek dla kota.
Tato! Mogę tylko tyle powiedzieć - dziękuję!
